niedziela, 8 listopada 2015

Makaronezja, czyli Wyspy Szczęśliwe

Czy słyszeliście może o Makaronezji? - jeśli nie? - to nie szkodzi, większość ludzi nie słyszała,
a o Wyspach Szczęśliwych, o Azorach, albo o Wyspach Kanaryjskich?- to już na pewno tak.
Wszystkie one i kilka sąsiednich, wchodzą w skład Archipelagu Makaronezji właśnie.
Szczęśliwi ci, którzy zwłaszcza teraz mogą tam ładować swoje "akumulatory", mnie tymczasem pozostało jedynie o tym napisać i pozazdrościć.
Artykuł do czasopisma polonijnego "Moje Miasto" jest jeszcze ciepły, dlatego spieszę uzupełnić go zdjęciami i opisami.











To było wiele,wiele lat temu, kiedy jeszcze nie było internetu, ani aparatów cyfrowych, ale pamiętam dokładnie ten dzień, chyba 28 listopada, zaraz po wylądowaniu, kiedy boso znaczyło dla mnie bosko. W Berlinie Tegel, skąd wylatywaliśmy na Teneryfę, leżał śnieg, a ja pierwszy raz w życiu doznałam tego cudownego uczucia ciepła, kontrastującego z tym co u nas przed wylotem. Wiele z tych pierwszych zdjęć jest beznadziejnych technicznie, inne- późniejsze są lepsze, ale za to  wyjazdy były krótkie i służbowe i to już nie to samo. Te natomiast z tych 2-tygodniowych wakacji w erze aparatów analogowych są dla mnie niczym relikwie, bo to był pierwszy taki wyjazd na ciepłą wyspę i co najfajniejsze- podczas naszej późnej jesieni, a właściwie śnieżnej zimy.































Oto cały ten tekst z gazety,wzbogacony o zdjęcia - starsze, robione jeszcze zwykłym analogowym aparatem i zeskanowane, oraz trochę nowsze. 

"Na jesienną słotę- Makaronezja, czyli Wyspy Szczęśliwe"

Kiedy kończy się piękna złota jesień i zaczyna zimna plucha, mam wielką ochotę znowu tam się znaleźć i boso spacerwać po nagrzanej słońcem promenadzie w Playa de Las Americas. 


Właśnie w listopadzie lub na początku grudnia taki pomysł wydaje się fantastyczny z kilku powodów. 



Po pierwsze: w ciągu zaledwie kilku godzin możemy cofnąć się do lata lub do ciepłej wiosny (bo tylko te dwie pory roku tam występują);




Po drugie: jest tam bezpiecznie, zarówno klimatycznie, jak i politycznie. Pozornie groźne, bo pochodzenia wulkanicznego, są jednak bardzo spokojne (wulkany są zastygłe, a ostatni wybuch miał miejsce ponad 100 lat temu). 
Poza tym, w dzisiejszym niepewnym świecie, kierunek wakacyjny, w tym  także trasa przelotu powinny być dla nas ważnym kryterium wyboru. Wszystkie trasy na zachód od nas są zapewne  (przynajmniej na razie!) bardziej bezpieczne niż te nad Ukrainą, Egiptem, czy Syrią.









Po trzecie: Teneryfa (bo za nią właśnie tęsknię), należy do Hiszpani, więc podróżujemy bez paszportów, wiz i profilaktycznych szczepień, a beztroską egzotykę mamy na wyciągnięcie ręki.






Po czwarte: ceny przelotów i hoteli są właśnie w listopadzie i na początku grudnia najniższe w całym roku. Podobnie tanio jest przed lub po Wielkanocy, ale wtedy pogoda jest nieco gorsza. 




Choć wszystkie te powody wymienione wyżej są szalenie ważne, to jednak urozmaicona uroda wysp, ich kultura i architektura, ale przede wszystkim spektakularne krajobrazy są największym wabikiem, przyciągającym co roku miliony turystów.



Dziś u progu zimy, zapraszam na cieplutką Teneryfę, 






choć cudownie by było odwiedzić pozostałe 
wyspy archipelagu Makaronezji, w skład którego wchodzą:

 portugalskie wyspy Madera, Porto Santo i Azory;






hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie (Teneryfa, Gran Canaria, Fuerteventura, Lanzarote, La Gomera, El Hierro i La Palma) 










oraz niepodległe Wyspy Zielonego Przylądka. 







Na wszystkich tych wyspach mieszka łącznie ponad 3 miliony osób, śmiem przypuszczać, że szczęśliwych osób, skoro wyspy te nazywają się szczęśliwymi, w końcu taka nazwa zobowiązuje.  

Spośród 7 kanaryjskich wysp, zawsze najchętniej polecałam moim klientom Teneryfę, bo jest to wyspa nazywana nie bez powodu „kontynentem w miniaturze”. Za sprawą centralnie położonego pasma górskiego z najwyższym szczytem Teide (3718 m n.p.m ), Teneryfa podzielona jest na dwa różne klimatycznie regiony: gorące i suche południe oraz wilgotną, zieloną północ.



 Nigdy nie zapomnę nieba na linii tych dwóch klimatów, kiedy jechaliśmy z południa na północ  i wjeżdżając samochodem wysoko w góry porośnięte sosnami kanaryjskimi, ogromna tęcza niczym brama otwierała przed nami idylliczną bujną, zieloną krainę- nieco chłodniejszą, ale za to zdecydowanie ładniejszą od suchego południa. 



Całymi godzinami mogłabym opowiadać o tej wyspie wiecznej wiosny, o jej miastach i miasteczkach, o niesamowitych endemicznych roślinach (140 gatunków rosnących tylko tam, na Teneryfie), o jasnych i czarnych plażach, o stu innych atrakcjach, pejzażach, powodujących, że tak bardzo chce mi się tam wracać. 



Podsumowując Teneryfę, spójrzcie proszę na miejsca, które koniecznie trzeba tam zobaczyć:


Wulkan Teide, czyli Pico del Teide  – najwyższa góra Hiszpani (3718 m n.p.m) i Park Narodowy wpisany na listę Unesco na którą wjeżdżamy,  najpierw autem na  wysokość 2200 m n.p.m  , a potem kolejką linową na 3558 m n.p.m, skąd w dole widać nieczynny krater (25 km średnicy!) i pozostałe wyspy archipelagu Wysp Kanaryjskich;








W Puerto de la Cruz na północy wyspy- ogród boataniczny Loro Park i wspaniały basen w skałach wulkanicznych Lago Martianez 







Na zachodnim wybrzeżu: Los Gigantes – potężne, wysokie na 500 m klify, 




Garachico- miasteczko na półwyspie, utworzonym z lawy wyrzuconej z wulkanu Teide ;





Icod de los Vinos i drzewo smocze, które liczy 1000 lub 3000 lat (różne źródła różnie to podają);




półwysep Anaga (zielone góry z serpentynowymi drogami) i cudna, wysoko w górach położona wioska Maska;








Siam Park - największy w Europie park wodny, nawiązujący swą stylistyką do architektury Tajlandii;


Las Teresitas, przykład gustownej ludzkiej ręki, ingerującej w naturę- piękna złocista plaża z piasku przywiezionego z Sahary,  z posadzonymi gęsto grubymi palmami







oraz 10 km od niej stolica Santa Cruz z przepiękną kolonialną zabudową, pamiętającą czasy Krzysztofa Columba,

oraz wiele innych miejsc









Teneryfo, zaczekaj na nas, jeszcze do ciebie wrócimy, nie zmieniaj się, bądź dla nas muzą, a obfotografujemy cię pięknie i będziesz się mogła chwalić swym pięknem przed całym światem (a ja wreszcie dobrze zrobionymi zdjęciami). Oby tylko nam jacyś szaleńcy nie pokrzyżowali planów.

A wy, pozostałe piękne wyspy  MAKARONEZJI, też się szykujcie, bo nadciągamy z całym naszym sprzętem. A kiedy będziemy strzelać, nie bójcie się, bo to będą "strzały" w bardzo pokojowych celach!

Niech żyje beztroska turystyka i pokój na świecie, bo jeszcze mam zamiar trochę się nacieszyć tym naszym cudem-Ziemią, czego i Wam wszystkim czytelnikom bardzo gorąco życzę.







3 komentarze:

  1. Ciekawy artykuł, bardzo dużo fajnych informacji. Dzięki bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. dziękuję za komentarz i cieszę sie, że mój wpis się spodobał, pozdrawiam serdecznie z Norymbergi
      http://www.anjaduda.com

      Usuń

Jeśli to Ci się podobało, to proszę udostępnij lub napisz kilka słów komentarza.
Dziękuję bardzo, Anna Duda

Archiwum bloga

Popularne posty