piątek, 30 maja 2014

Przełom Dunaju-rejs statkiem, Kelheim i Weltenburg


...czyli majówka we dwoje "Nad pięknym modrym Dunajem"  

Zapraszam na tę krótką, ale jakże bogatą w różne atrakcje  wycieczkę.
Niewiarygodne, jak dużo można zobaczyć i przeżyć  w ciągu jednego tylko dnia. Nie jest to daleko (od naszej Norymbergi zaledwie 1,5 godziny jazdy samochodem ), więc jeszcze tu wrócimy, bo możliwości spędzenia tu wolnego czasu jest mnóstwo, a i rejs statkiem możliwy jest w kilka miejsc. My na razie wybraliśmy jedną z opcji.

Będąc w takim miejscu, zarówno historycznym, jak i naturalnie pięknym, z widokami zapierającymi dech w piersiach, nie trudno tej krainy nie pokochać.

Cały czas mieliśmy wrażenie, że jesteśmy w raju...musimy tu przywieźć nasze dziewczynki (szkoda, że tym razem nie chciały się z nami wybrać) 

Podczas tej naszej jednodniowej wycieczki zobaczyliśmy więcej niż czasem podczas tygodniowego urlopu, 



  • sprawdzaliśmy między innymi, czy Dunaj rzeczywiście ma taki kolor, jak w słynnym walcu Johanna Straussa;
  • degustowaliśmy kawę i najstarsze piwo na świecie w otoczeniu przesuwających się wolno przepięknych obrazów (rejs romantycznym przełomem Dunaju);
  • na całe to piękno patrzyliśmy też z góry (ze wzgórza Michelsberg i z tarasów widokowych na przepięknej Hali Wyzwolenia w Kelheim);
  • podziwialiśmy niezwykłe formacje skalne podczas rejsu i w trakcie spacerów;
  • daliśmy się najpierw rozpieszczać mnichom (w tradycyjnej restauracji na dziedzińcu klasztoru w Weltenburgu);
  • by potem odbyć "pokutę" na drodze krzyżowej (muszę przyznać, że na niezwykle pięknej drodze);
  • a przede wszystkim oddawaliśmy się bez reszyty naszemu nałogowi, czyli fotografowaniu tego zjawiskowego miejsca w Dolnej Bawarii.






Zapraszam na moją fotorelację, gdzie po kolei wszystko pokażę



Jesteśmy w historycznym mieście Dolnej Bawarii, w Kelheim,  pięknie położonym na rozwidleniu dwóch rzek Altmühl  (na północy miasta) i Dunaju (na południu). 
Zanim wyruszymy w rejs do pierwszego w Bawarii klasztoru, popatrzymy na to miasto i dwie rzeki z góry, z rotundy o nazwie Befreiungshalle, czyli Hali Wyzwolenia




Ogromna rotunda, wysoka na 45 metrów, została wzniesiona z rozkazu króla Ludwika I Bawarskiego, jako miejsce pamięci o zwycięskich bitwach przeciw Napoleonowi w wojnach wyzwoleńczych z lat 1813–1815.  Z zewnątrz  zdobi ją 18 bogiń zwycięstwa. Każda z bogiń trzyma w rękach nazwę jednego z 18-stu narodów niemieckich biorących udział w tej wojnie. 



Hala góruje nad miastem na wzgórzu Michelberg, z którego roztacza się przecudna panorama na wyżłobione w skałach koryto Dunaju.
Własnie tam później popłyniemy.





Te boginie zwycięstwa mają  po 6 metrów wysokości




Na zdjęciu powyżej -najwyższy taras dla głodnych wspaniałych widoków i pod spodem niższy - ten z kolumnami. Oczywiście byliśmy i tu i tam.





Liczba 18 wielokrotnie powtarza się w tej budowli. Przypory fasady zewnętrznej zwieńczone są 18 kolosalnymi statuami, stanowiącymi alegorie niemieckich plemion.








Jesteśmy dopiero na schodach prowadzących do Hali, a już widok jest fajny, a będzie jeszcze ciekawiej.



Wnętrze budowli nas oczarowało, więc nie pobiegliśmy od razu na górę, na zewnętrzne tarasy. Musieliśmy się najpierw nasycić imponującym rozmachem tego dzieła znanego monachijskiego architekta Leo von Klenze. Ta monumentalna rotunda budowana była przez 20 lat (1842–1863), ale patrząc na jej efekt końcowy, nie dziwi nas to, że aż tak długo powstawała. 






Po przejściu przez wysoką na 7 metrów bramę wejściową widzimy, jak podają sobie ręce umieszczone wewnątrz hali 34 boginie zwycięstwa z białego marmuru. Byłoby ich 36 ( 2x18 ), gdyby nie drzwi.   Wspierają one 17 (a nie 18 ) pozłacanych tarcz z brązu, wytopionych ze zdobytych na Francuzach dział. Posadzki udekorowane są marmurową mozaiką. 









Te anioły - boginie zwycięstwa mają po 2,5 metra wysokości


























idziemy na górę, na zewnętrze tarasy





pod nami miasteczko Kelheim i rzeka Altmühl, po której też pływają statki wycieczkowe, tak jak po sąsiednim Dunaju













a to Dunaj od strony Ratyzbony ( Regensburg ). Przed mostem widać maleńki port,  to stamtąd popłyniemy później do słynnego klasztoru















uciecha nasza nie ma końca. Jest tu przepięknie, musimy to wszystko uwiecznić na zdjęciach... życie jest piękne!!!






czas na drugi punkt programu: REJS. Nie musimy się stresować, że zbyt długo zabawimy w jednym miejscu i spóźnimy się na statek, ponieważ pływają one co pół godziny od 9 do 18. 






Ruszamy, 
przed nami malownicza trasa 
około 6 km , 45 minut w jedną stronę





W taki upalny majowy dzień, nie ma nic lepszego jak zimne bawarskie piwo, zwłaszcza, kiedy to piwo pochodzi z najstarszego na świecie ( muszę to napisać dużymi literami) - NAJSTARSZEGO NA ŚWIECIE BROWARU !!!
Mnisi z klasztoru w Weltenburgu, do którego właśnie płyniemy, ważyli to piwo już w 1050 roku i produkcja tego złocistego napoju trwa tam nieprzerwanie do dziś.



a za nami Hala Wyzwolenia i jeden z piękniejszych  widoków podczas tego rejsu






Zaczyna się...

tu Dunaj najpiękniej wyżłobił sobie koryto wśród skał. Pionowe ściany wznoszą się prosto z wody nawet na wysokość 100 metrów. Krajobraz  ten przypomina mi bardzo Pieniny w Polsce i spływ Dunajcem (och tęsknię za tym miejscem)





prawie jak zderzenie Titanica z górą lodową, oj ciasno tu i kręto...
                                     
                               ...ale my się nie boimy i płyniemy dalej






oni już chyba zjedli pyszny obiad w klasztorze, bo widać , że zadowoleni








ale im dobrze, w takiej rajskiej scenerii  - kąpiele słoneczne- cudowne!
Już wiem, co zrobimy następnym razem: w jedną stronę popłyniemy statkiem, ale z naszymi rowerami, a z powrotem pojedziemy na dwóch kółkach, zatrzymując się tu i ówdzie. Podobno są tu świetnie zorganizowane trasy rowerowe i piesze szlaki również. 





Ostatni zakręt przed wejściem do malutkiego portu w Weltenburgu.

Naprawdę jest tu wąsko, ale udało się...dobra robota!!!






Trasę tę można też przepłynąć takimi oto łódkami- taksówkami;
no proszę, nawet rowery się mieszczą...
godne uwagi, ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że Dunaj w najgłębszym miejscu ma tutaj 20 metrów, to sama nie wiem...






ach ten piękny modry Dunaj...



i w końcu wyłania się, nasz  kolejny punkt programu : Klasztor w Weltenburgu, najstarszy w Bawarii. Pierwsi mnisi przybyli już tutaj w 620 roku. W XVIII wieku, w latach 1716 - 1736 przedudowany według projektu i misternie przeprowadzonych prac dekoratorskich braci Asam, niemieckich architektów. 

























Photo by Richard Duda (C)
Photo by Richard Duda (C)
Photo by Richard Duda (C)



Photo by Richard Duda (C)

















Z zewnątrz Klasztor jest niepozorny, za to wewnątrz w kościele klasztornym i kapliczce w ogrodach powyżej klasztoru, oszałamia bogactwo baroku i rokoko. Nasze zmysły w tym miejscu oszalały, bo nie dość, że piękna przyroda, zabytki, malowidła, architektura, to jeszcze raj dla podniebienia w restauracji na klasztornym dziedzińcu. Zresztą zobaczcie sami.




































pewnie dziwnie to zabrzmi, ale taką drogą krzyżową to aż przyjemnie iść
























koniec wycieczki po klasztorze, wracamy na statek. Teraz będzie inne światło, znawcy mówią, że najlepsze dla fotografów, takie właśnie po godzinie 17, 18. 
Delektujmy się więc jeszcze Dunajem przez tych kilka zdjęć.




















































Wrócimy tu niebawem, ale z naszymi córkami, do zobaczenia!

Powiązany artykuł: "Piknik pod białą skałą- czyli Dolna Bawaria aktywnie i leniwo"



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli to Ci się podobało, to proszę udostępnij lub napisz kilka słów komentarza.
Dziękuję bardzo, Anna Duda

Archiwum bloga

Popularne posty